Skazani rwą się do pracy
Zmiana mentalności więźniów? Osadzeni w barczewskim zakładzie karnym nie chcą już całymi dniami oglądać telewizji i plotkować pod celą - wolą zdobywać fach. O jedno miejsce na kursie brukarza ubiegało się ponad pięciu więźniów!
Kursy zawodowe dla osadzonych są organizowane w więzieniach od lat, ale nigdy nie cieszyły się taką popularnością jak teraz. - Gdy kiedyś przekonywaliśmy osadzonych, że po takim kursie mogą znaleźć na wolności pracę, to się krzywili i zmyślali, a to, że ich szwagier ma firmę i ich zatrudni, jak wyjdą, a to, że u teścia zarobią, albo mają nagraną pracę za granicą - mówi Jacek Moczulski, kierownik działu penitencjarnego barczewskiego zakładu karnego.
- Teraz coś się zmieniło. Dotarło do nich, że z Polski wyjechało wielu fachowców i ich szanse na znalezienie pracy po wyjściu na wolność są coraz większe. Zrobiliśmy rozeznanie w urzędach pracy, jacy fachowcy mają teraz na rynku największe wzięcie, i organizujemy kursy z tego zakresu. Kształcimy murarzy, szpachlarzy czy brukarzy.
Żeby kształcić więźniów, w barczewskim zakładzie karnym powstał “Klub pracy“. Jest finansowany z funduszu postpenitencjarnego - pieniędzy, które każdy więzień wpłaca na konto zakładu karnego. - Dawanie osadzonym pieniędzy do ręki nic nie dawało, bo zwykle trwonili je w pierwszym napotkanym sklepie. Dlatego zamiast zapomóg, postanowiliśmy dać ludziom zawód - tłumaczy Moczulski.
Pomysł więzienników spodobał się osadzonym tak bardzo, że o jedno miejsce na kursie ubiega się kilka osób. Na rozpoczynający się w najbliższych dniach kurs dla przyszłych brukarzy chciało zapisać się aż 64 osadzonych, choć miejsc było tylko 12. Żeby zapobiec kłótniom, pracownicy “Klubu pracy” ustalili, że pierwszeństwo w dostaniu się na szkolenia mają ci, którzy w pierwszej kolejności wychodzą na wolność.
Na kursie więźniowie uczą się teorii, a praktykę odbywają na terenie więzienia. Grupa murarzy-szpachlarzy właśnie odnawia jeden z pawilonów mieszkalnych: zdziera odrapaną farbę z drzwi i okien, szpachluje ściany, muruje. - Pracujemy od poniedziałku do piątku od rana do wieczora z przerwą na obiad - opowiada jeden z pracujących, któremu do końca wyroku zostało 20 miesięcy. - Jeszcze nigdy w życiu tak ciężko nie pracowałem, ale podoba mi się to. Czas szybciej płynie. Może rzeczywiście po wyjściu stąd zajmę się uczciwą robotą? Ile można siedzieć w więzieniu?
Więźniowie na kursie w “Klubie pracy” nie tylko zdobywają praktyczne umiejętności. Uczą się też pisania podań o przyjęcie do pracy i życiorysów. Trenerzy z klubu duży nacisk kładą na uczenie osadzonych rozmowy z pracodawcą. Tego ostatniego więźniowie uczą się… odgrywając scenki. - Jeden osadzonych wciela się w rolę pracodawcy, drugi w poszukującego pracy - mówi Agnieszka Kozłowska z działu penitencjarnego. - My te rozmowy filmujemy, a potem wspólnie oglądamy i analizujemy, co zrobili dobrze, a co źle. Dzięki takiej metodzie osadzeni widzą, że za bardzo machają rękami lub nie patrzą w oczy.
Oprócz zdobycia zawodu dodatkową zachętą dla więźniów jest to, że po ukończeniu kursu dostają zaświadczenia potwierdzające kwalifikacje. - Nie ma w nim ani słowa o tym, że przeszli szkolenie w więzieniu - mówi Moczulski.
Dotychczas w barczewskim więzieniu zawód zdobyło 31 osadzonych. Niestety, nie wiadomo, ilu z nich po wyjściu na wolność skorzystało ze zdobytych za więziennymi murami umiejętności i znalazło legalną pracę. - Nie kontrolujemy ich dalszej drogi życia, a oni sami nie uważają za stosowne, by nas o tym powiadamiać - przyznaje Jacek Moczulski.
Źródło: Joanna Wojciechowska
Napisany 18 lipca 2006 w Gazeta Wyborcza, Kursy pracownicze, Zawód |
Podobne artykuły:
- Brak podobnych wpisów.